Wolę napisać dobre i polskie, niż dobre, bo polskie. To oryginalne hasło nie najlepiej mi się kojarzy. Dla mnie brzmi już prawie jak: dobre chociaż polskie ;). A w dziedzinie kosmetyków zdecydowanie mamy się czym pochwalić! Rodzima produkcja wciąż zachowuje mocną pozycję rynkową, mimo naporu międzynarodowych korporacji z ich kosmicznymi budżetami marketingowymi.
Trzymam kciuki z Inglot, Eris i wszystkich, którzy próbują zawojować nie tylko nasz rynek, ale również zaistnieć za granicą.
A teraz do rzeczy: otagowana przez Julkę, przedstawiam moje typy:
1) Podobnie jak Julka lawendowy szampon Ziaja :)
Podoba mi się zapach, opakowanie. Produkt spełnia swoją funkcję bez zarzutu. Włosy są sprężyste, błyszczące i łatwo się rozczesują (choć to raczej dzięki odżywce z keratyną...) Nie oczekuję fajerwerków od szamponu :).
2) Krem na noc: Iwostin Purritin
Moja cera to niestety tzw pełen pakiet: mieszana, z niedoskonałościami (zwanymi kiedyś po prostu pryszczami), ale też pierwszymi zmarszczkami. Ten krem sprawił, że zamiast kryjącego fluidu, mogę spokojnie używać tylko sypkiego podkładu.
3) Maseczka Dermika Satysfakcja
Stosuję rzadko, najczęściej kiedy moje policzki zaczynają przypominać twarz Nel z "W pustyni i w puszczy" z etapu saharyjskiego powieści. Maska jest rewelacyjna. Zapachem, bogatą konsystencją i w ogóle pod względem doznań zmysłowych dla mnie dorównuje Rose Noire Sisleya. Za skład ręki nie oddam, bo nie chce mi się wyszukiwać w sieci, a i tak się na tym znam. Chemia niestety zawsze była moją piętą achillesową.
4) Maska oczyszczająca Ziaja z glinką szarą
Delikatnie oczyszcza i odświeża skórę. Nie ściąga twarzy tak potwornie jak inne maseczki z glinkami, co dla innych może być minusem, ale mnie akurat odpowiada. Bardzo lubię i często do niej wracam.
5) Kosmetyk, którego używałam dawno temu i przez dość krótki czas, ale bardzo chętnie wróciłabym do niego: różany peeling solny z warstwą oleju marki Stara Mydlarnia.

Nikogo nie nominuję, bo się wstydzę :), choć chętnie poznałabym Wasze typy. Może odpowiecie w komentarzach? Będzie bardziej niezobowiązująco.
Hazel
P.S. Drodzy i kochani Czytelnicy, zwracam się z uprzejmą prośbą o Wasze rekomendacje ciekawych miejsc w Londynie. Klasyki, czyli Big Ben, Tate Modern, National Gallery itp mam już "zaliczone", choć pewnie z przyjemnością znowu je odwiedzę. Pytam jednak o Wasze tajemne miejsca, których nie znajdę w przewodnikach. Czy warto na przykład wybrać się w okolice Brick Lane lub na Columbia Road Market? Gdzie zjeść oprócz Nordic Bakery :)? W grę wchodzi raczej opcja ekonomiczna. Pchle targi, ciekawe butiki, najlepsze wystawy w najbliższym czasie?